Naum.pl

Jak przestać się martwić?

2019-08-20

Martwienie się to czynność przez którą w naszej głowie pojawiają się negatywne myśli dotyczące tego co się stało i tego co się może stać później. Czyli coś się wydarzyło i z jakiegoś powodu boimy się o przyszłość związaną z tą czynnością. Może być też tak, że nic się nie wydarzyło, ale gdzieś coś usłyszeliśmy negatywnego i to spowodowało, że zaczęliśmy się martwić.

Czy możemy się nie martwić? Nie, bo musielibyśmy nic nie robić, unikać problemów. Tak jesteśmy skonstruowani, że nasza etyka, moralność i ogólnie psychika wpływają na to, że nie możemy mieć wszystkiego w czterech literach choćbyśmy bardzo tego chcieli.

Czy to źle? Również nie, ponieważ samo martwienie się związane jest z tym, że możemy dzięki takiemu myśleniu obierać różne scenariusze, a to pozwala nam przygotować się do różnych ewentualnych sytuacji, a to jest z kolei pozytywne.

Ten wpis jest jednak o niepotrzebnym zamartwianiu się, czyli uczuciu na które nie mamy żadnego wpływu i które wyrządza nam głównie krzywdę.

Spis treści

Dlaczego się martwimy i nie możemy przestać

Martwimy się wszyscy i jest to cecha wrodzona lub nabyta przez złe wspomnienia i doświadczenia. Nabyta, czyli taka, której niegdyś nie zauważyliśmy u siebie, ale przez pewien ciąg negatywnych zdarzeń wykreowała się sama. Czyli np. szef w pracy nas zwalnia, ale uważamy się za dobrego specjalistę od grafiki 3D, więc wysyłamy swoje CV i po wielokrotnym wysłaniu tegoż CV, nie mamy żadnego odzewu, czy nawet zapytania. Zaczynamy się wówczas martwić, czy ktokolwiek i kiedykolwiek będzie chciał nas zatrudnić.

Lubimy się porównywać do innych, idealizować ich, czyli jeśli na ten moment kilku kolegów z drużyny ma lepsze wyniki, to martwimy się, że nigdy nie osiągniemy sukcesu w sporcie, bo nie dorównamy nawet do nich, a co dopiero do znacznie lepszych. Zaczynamy dramatyzować, a tu już prosta droga do nerwowych ruchów takich jak odpuszczenie, czy rezygnacja.

Konsekwencje zamartwiania się

Przesadne zamartwianie się może prowadzić do wspomnianej rezygnacji ze ścieżki, którą sobie wcześniej wyznaczyliśmy, do poddawania się. Jest takie określenie jak "słomiany zapał", a bierze się to nie tylko z czystego lenistwa, ale także z tego, że osoby, które są określane tą frazą poddają się zbyt wcześnie zniechęcane przez swoje czarne myśli. Niby mają coś zrobić, deklaracja była, ale nie robią nic w danym zakresie, czas mija, aż temat którym miały się zająć zostaje porzucony i zapomniany.

Innym efektem przesadnego zamartwiania się jest możliwe przeistoczenie myśli w lęki i kompleksy. Martwimy się, że nie wpadliśmy nikomu w oko po opublikowaniu naszego profilu w portalu randkowym, a po jakimś czasie usuwamy profil z obawy, że to się nie zmieni i jedyne co robimy to wystawiamy się na pośmiewisko.

To są częste negatywne cechy przesadnego zamartwiania się, a pozytywne?

Pozytywnych raczej nie ma, bo wszędzie musi być jakiś umiar, a ciężko o taki w przesadzaniu ;). Co jednak ze zwykłymi chwilami, kiedy po prostu o coś się martwimy? Czy to zawsze ma tylko negatywne skutki? Oczywiście nie!

Martwienie się, niepotrzebny pesymizm, a zdrowy rozsądek

Warto być przygotowanym na ewentualne problemy i stąd często bierze się martwienie. Jest jednak różnica między przygotowaniem się na różne sytuacje, a skrajne zamartwianie niezależne od stopy zagrożenia.

Kiedy bolą nas achillesy po bieganiu, to niekoniecznie nastawiamy się na to, że zaraz utną nam nogę, ale zaczynamy się martwić, że jak problem zostawimy samemu sobie, to będziemy musieli odłożyć bieganie na bok. To zdrowy rozsądek nam nakazuje, żeby przejść się do lekarza (tak na wszelki wypadek).

Pesymizm powie nam, że lekarz to gamoń, nie warto do niego iść, lub badania potrwają całe wieki, więc o dalszym bieganiu możemy zapomnieć. Zdrowy rozsądek proponuje zrobić coś, żeby się nie martwić, natomiast skrajny pesymizm powoduje, że martwimy się tym, że nic już nie da się zrobić, a przecież w wielu sytuacjach to nie prawda.

W większości przypadków zawsze coś można zrobić, lub poprawić, bowiem niemal wszystko zależy od naszej determinacji i naszego, bądź czyjegoś doświadczenia.

Jest to dość racjonalne, ale niestety człowiek bywa irracjonalny, "lubi" się nakręcać na to co złe. Jest to często przyczyną powstawania pesymizmu i należy z tym walczyć.

Jak przestać się przejmować?

Tu dochodzimy do sedna tego artykułu. Jak przestać się martwić?

Jedyne co możesz zrobić to zadać sobie pytanie, czy możesz coś poprawić lub zmienić, by to czym się martwisz okazało się jedynie niepotrzebnym niepokojem.

Znów wracamy do tego, że jeśli nic nie możesz zrobić, to nie masz na to wpływu, a jeśli nie masz na coś wpływu, to nic nie zrobisz, kółko się zamyka ;)

To mocno upraszcza sprawę, dlatego ważne jest to, aby zrozumieć, że przejmowanie się rzeczami na które nie mamy wpływu, to zwykła strata czasu, bo co ma być to będzie, a najczęściej nie dzieje się nic, lub nic strasznego :). Pamiętaj, że jako ludzie lubimy nieco demonizować, a jako Polacy szczególnie narzekać i marudzić ;) Jak możesz sobie pomóc?

Przypomnij sobie inne podobne sytuacje

Przypomnij sobie ile razy podobna sytuacja miała miejsce. Raz? Wiele razy? Ile razy z tych wszystkich sytuacji efekt końcowy był naprawdę tragiczny? Ale naprawdę tragiczny, taki, że ciężko było się pozbierać? Potem pomyśl o sytuacjach kiedy problem był, ale w efekcie nic się nie wydarzyło.

W wielu przypadkach po prostu nic wielkiego się nie dzieje, a my mamy tendencję do przesady i eskalacji problemów.

Zadbaj o siebie

Każdy z nas kiedyś umrze. Czy wobec tego warto się zastanawiać i gdybać kiedy to nastąpi i w jakich okolicznościach? No nie! Nie mamy wpływu na to, że - odpukać - trafi w nas meteoryt, a przynajmniej teoretycznie jest to możliwe. Szacuje się, że szanse na to wynoszą ok. 1 do miliarda i raz na jakiś czas gdzieś usłyszymy o takim zdarzeniu (jak to z 2004 roku, kiedy to meteoryt trafił w głowę pewną kobietę w Anglii rozwieszającą pranie w swoim ogrodzie).

Mamy jednak wpływ na kondycję naszego ciała, na to co jemy, na to, że jeżdżąc na rowerze mamy kask na głowie. To ma wpływ na nasze zdrowie, a dbając o nie, zwiększamy sobie szansę na długie życie i w jakiś sposób to powinno nas uspokajać, bo przecież się staramy, bo robimy to co słuszne, bo lekarze i specjaliści tak mówią i są wyniki badań, które temu dowodzą, że tak się właśnie dzieje. Skoro więc robimy co możemy, a na całą resztę nie mamy wpływu (jak na ten meteoryt), to zajmijmy się tymi rzeczami, na które wpływ mamy.

Znajdź sobie inne aktywności, po prostu zajmij się czymś!

Jeśli jesteś na etapie zamartwiania się i nie umiesz przestać, postaraj się skupić na innej aktywności. Ciężko będzie Ci przestać się martwić, jeśli będziesz siedzieć z pilotem przed telewizorem, lub jadąc autobusem. Dlatego wielu specjalistów zaleca ćwiczenia, trochę ruchu, bieganie. Pomijając same endorfiny, wykonując ćwiczenia część Twojej uwagi jest skupiona na Twoim zmęczeniu, na prawidłowo wykonywanych ćwiczeniach.

Nie lubisz ćwiczyć? Możesz iść się wyżyć, porąbać drewno, pograć w gry, które dość mocno angażują, możesz wziąć długi prysznic i postać pod nim przez jakiś czas skupiając się jedynie na lecących na ciebie kroplach wody.

Zrób coś innego, staraj się uciec myślami gdzie indziej, ale ułatwisz to sobie robiąc po prostu coś innego niż w danej chwili. Nie możesz się skupić na czytaniu, bo martwisz się, czy szef da Ci urlop? Pobiegaj, pograj, zadzwoń do przyjaciela, rób co uważasz, co Ci pomaga przestać negatywnie myśleć (byle tylko nie używki, bo to tylko chwilowe rozwiązanie problemu, z większą szkodą dla Ciebie w dłuższym okresie, a po co Ci kolejne problemy?). Czasami tak długo się martwimy, że próbujemy znaleźć rozwiązania, a niektóre problemy nie mają rozwiązań, bo jak wspomniałem, nie zależą od nas. Próbując to zmienić możemy się dodatkowo jeszcze bardziej negatywnie nakręcać.

Znajdź hasło - klucz

Spróbuj wymyślić sobie jedną frazę, czy zdanie, które będzie kluczem do zmiany swojego sposobu myślenia. Ja też mam taką frazę, a jest to: "Walić to", po prostu :).

Nie mówię, że zawsze działa, ale sam się nauczyłem, że jeśli zaczynają krążyć mi po głowie złe, negatywne myśli o sobie, to wówczas w myślach lub na głos (jak jestem sam) mówię, po prostu "Walić to". Mi to pomaga i stosuje to od wielu lat :).

Złap dystans, spójrz na siebie pod innym kątem, w innej skali

Spójrz na siebie pod innym kątem. W skali Twojego osiedla, miasta, kraju Twoje problemy nie są unikatowe, ponieważ wszyscy mamy podobne. Jeśli wyobrazimy sobie siebie i kamerę, która nas filmuje i która jednocześnie się od nas oddala, to po pewnym czasie staniemy się ledwie małą kropką. Małą kropką z jakimiś problemami. A obok nas zobaczymy inne kropki, ze swoimi problemami. Takie spojrzenie nie rozwiąże problemu, ale może poprawić nieco podejście do nas samych i do tego, że nasze problemy nie są jakoś bardzo wyjątkowe, bo jest wielu ludzi z podobnymi. Ma to na celu zmniejszenie nieco rangi problemom, tak by łatwiej było o nich nie myśleć, bo nie są nie wiadomo jak ważne w globalnej skali.

Wyciągaj wnioski

Martwisz się, że oblejesz egzamin? Dopóki to się nie wydarzy nie myśl o tym, bo swoje już zrobiłaś/eś, a teraz czekasz na wynik egzaminu. Nie masz na to wpływu.

Co jeśli okaże się jednak, że ilość punktów uzyskanych do zdania egzaminu była niewystarczająca? Zrób podsumowanie tego co zrobiłaś/eś, a czego nie. Być może pomoże Ci to przy kolejnym podejściu do egzaminu i po prostu lepiej się przygotujesz, a egzamin i tak już jest niezdany, więc najlepsze co możesz zrobić to wyciągnąć z tego jakieś wnioski, naukę na przyszłość, by nie powielać swoich błędów.

Odpowiedz sobie na pytanie, czy to naprawdę takie ważne

Jak w kontekście opóźnienia wysyłki maila do szefa ma się sytuacja zawalenia się świata po utracie bliskiej osoby? No nijak, a przecież na opóźnienie wysyłki wspomnianego maila możemy mieć dobre wytłumaczenie, po którym szef machnie ręką.

A nawet jeśli nie i zrobi Ci awanturę, to w dalszym ciągu będzie tylko mail, a on przecież mógł dać Ci więcej czasu, lub nie wyskakiwać z tematem w ostatniej chwili.

Pamiętaj, że to od Ciebie zależy jak będziesz odbierać takie sytuacje. Możesz się zamartwiać, co często do niczego dobrego nie prowadzi, lub iść dalej.

  • Spróbuj odwrócić sytuację. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z kimś, kto ma podobny problem. Wyobraź sobie jak się zachowujesz, co jej mówisz. Mówisz jej "no tak, masz przewalone, mail do szefa był rzeczywiście ważny, masakra..", czy raczej "oj tam.. miałaś/eś mało czasu, to było niewykonalne, żeby zrobić to dobrze robiąc jeszcze... (tu lista rzeczy do zrobienia). Problem pewnie sam zaraz zniknie"?

Jako dobry przyjaciel, wybierzesz pewnie tą drugą opcję, a dlaczego? Bo tak Ci podpowiada zdrowy rozsądek, doświadczenie. Wiesz, że błędy się zdarzają, a potem kolejne. Sukcesy i porażki, takie życie. Więc dlaczego sobie doradzasz inaczej niż innej osobie?

Dzieje się tak, ponieważ wobec siebie jesteśmy często bardziej krytyczni, często sztucznie pompujemy balon na zasadzie, ktoś inny może popełnić błąd, a my nie, no bo jak to ("co ludzie powiedzą...").

Przyznaj, że to bez sensu, bo każdy prawo do popełniania błędów. A mówimy przecież o sytuacji, która już się wydarzyła ("mleko zostało rozlane"), a przecież większość naszych zmartwień jest kompletnie nieuzasadniona, bo dotyczy sytuacji, które jeszcze nie nastąpiły! Zamartwiamy się na zaś!

Jak przestać martwić się tym, co mówią inni?

Opinia innych ludzi jest ważna, niemniej często sztuczna i nieprawdziwa.

Nam się wydaje, że jeśli ktoś nam mówi, że jesteśmy brzydcy, to tak jest, a jak ktoś inny powie, że jesteśmy głupi, to też ma racje. Jest to o tyle irracjonalne, że często kiedy ktoś nam mówi, że jesteśmy ładni, bądź mądrzy, to nie dajemy temu wiary, nie wierzymy w to, a w negatywne rzeczy wierzymy.

A gdzie leży prawda? W naszej głowie. Tak wiem jak to brzmi, niemniej ludzie w ocenianiu bezpośrednim często kierują się emocjami negatywnymi, zwłaszcza jeśli nas słabo znają (tzw. "hejterzy"). Wiemy dobrze jak niewiele trzeba, żeby zostać "obsmarowanym" w Internecie, a dlaczego tak się dzieje? Bo jesteśmy anonimowi, bo obrażanie jest łatwiejsze, niż pochwalenie, bo możemy się wyżyć, bo nawet jeśli myślimy inaczej, to sobie z kogoś zażartujemy tak, że aż mu w pięty pójdzie.

Jest i druga strona medalu. Są osoby, które mówią automatycznie takie rzeczy jakie druga strona chce lub spodziewa się usłyszeć. Czyli jeśli ja uważam o sobie, że mówię niewyraźnie kiedy staram się szybko coś powiedzieć, to pewnie wielokrotnie wspominałem o tym innych osobom, więc teraz zadając im pytanie co myślą o moim sposobie mówienia, prawdopodobne jest, że usłyszę, że bełkoczę.

Dlatego wspomniałem, że prawda leży w naszej głowie, bo jeśli będziemy wszystkim opowiadać o naszych wadach (nieważne czy prawdziwych, czy wyimaginowanych), to sami utwierdzimy się jeszcze bardziej w przekonaniu, że to jest prawda, a inni wyrobią sobie o nas takie samo zdanie mimo, że prawdopodobne jest że wcześniej tak nas nie widzieli.

Inni naprawdę nie zwracają uwagi na nasze wady, czy błędy aż tak jak nam się wydaje, że zwracają. Dlaczego? Bo mają swoje problemy i swoje kompleksy.

Tak jak nam często się wydaje, że ktoś ma o nas złe zdanie, tak często oni mają podobne obawy, że inni ludzie widzą ich w złym świetle, a często jest to wymysł niestety naszego/ich mózgu.

Rozmawiaj z ludźmi, ale nie kieruj się ich zdaniem zbyt mocno

Kochamy osoby ze swojej rodziny najmocniej, niestety czasem są pierwszymi osobami do krytyki (oczywiście nie wszyscy), lub mówienia rzeczy, przez które zamiast się uspokoić jeszcze bardziej się martwimy. Nie robią tego celowo, raczej automatycznie z obawy, żebyśmy czegoś nie żałowali.

Prosty przykład ze zmianą pracy. Załóżmy, że pracujemy na etacie i chcemy np. zacząć żyć z blogowania. Sami nie jesteśmy pewni, czy ma to sens, sami w to średnio wierzymy i jeśli teraz opowiemy o swoich zamiarach np. naszej mamie, możemy być pewni, że usłyszymy coś na zasadzie "nie wymyślaj, masz taką dobrą pracę, pewną.. co jeśli Ci się nie uda?".

No i tu mamy dwa scenariusze. Pierwszy jest taki, że załóżmy, że niewiele wiem o blogowaniu, a praca jest faktycznie niezła. Mama się martwi i ma rację! To ten moment, kiedy nasze przejmowanie się jest uzasadnione obawami innych osób. Zdrowy rozsądek podpowiada, że może to nie jest odpowiedni moment, może najpierw postawić bloga, zacząć pisać, zobaczyć, czy taki styl życia w ogóle nam pasuje.

Drugi scenariusz jest taki, że mamy pojęcie o blogowaniu, mamy nawet bloga, który z miesiąca na miesiąc jest coraz bardziej popularny, a samo pisanie sprawia nam frajdę. Biorąc pod uwagę sytuację, że z pracy nie jesteśmy zadowoleni, mamy odłożone pieniądze, zaś blog ma mocne podstawy do tego by zacząć wkrótce zarabiać lub nawet już zaczął zarabiać (czy i kiedy zmienić pracę etatową na blogowanie, to już szerszy temat na osobny wpis) dodatkowe wątpliwości naszej mamy mogą spowodować, że nawet nie spróbujemy bardziej się zaangażować w pomysł o postawieniu bloga, a może nawet temat porzucimy.

Rozmawiaj

Niektóre procesy myślowe w Twojej głowie można zatrzymać zwykłą rozmową z kimś bliskim, kimś komu ufasz. Dobieraj rozmówców rozsądnie, nie kieruj się uczuciami. Niektóre rzeczy lepiej doradzi Ci mama lub tata, inne partner/partnerka, a inne ktoś obcy, ktoś ze świeżym i innym spojrzeniem. Czasem takie rozmowy są wystarczające byśmy przestali się zbyt mocno przejmować.

Nie bój się rozmawiać (zwłaszcza w ciężkich sytuacjach), być może warto pewne rzeczy omówić z terapeutą, który właściwie przeanalizuje problem.

Doceń siebie

Doceń co masz, doceń chwile. Mówi się, że pieniądze zawsze można zarobić, czasu się nie odzyska. Ciągłe wypominanie sobie swoich wad nic Ci nie da, a może wpędzić Cię w ślepy zaułek. Pamiętaj, że życie masz jedno. Nie zmarnuj go na rzeczy nieważne.

Podsumowanie

Podstawowa rzecz jaką powinniście zapamiętać z tego artykułu jest to, że jeśli martwicie się rzeczami, na które nie macie wpływu, to nie ma to sensu. Wiem, że to trudne, wiem, że może sprawiać problem przestawienie się na takie myślenie, niemniej właśnie takie myślenie mocno upraszcza sprawę.

Brak wpływu na daną sytuację oznacza związane ręce, czyli nic nie możesz zrobić, a jeśli nic, to zajmij się czymś innym, czymś czym możesz :)

Pamiętaj też, że im lepiej będziesz przygotowany (nie ma znaczenia czy do zmiany pracy, czy do klasówki w szkole), tym znacznie zwiększasz sobie szansę powodzenia. Seneka powiedział “Miałem w życiu ogrom zmartwień, spośród których większość nigdy się nie wydarzyła.“ i coś w tym jest, bo martwimy się często, a często to czym się martwimy nigdy nie ma miejsca, a na resztę nie mamy wpływu.

Artykuły powiązane

4 książki na zmartwiony umysł